Czołem. Tu Radio Cykcyk, rocznik 1986.
Moim pierwszym, muzycznym wspomnieniem jest teledysk do utworu „Lambada” zespołu Kaoma. Kolejnym bodźcem był klip Los Lobos „La Bamba”. A po tym pojawiła się już pierwsza fascynacja konkretnym zespołem, Roxette, który promował w tamtym czasie (1993 rok) kawałek „Almost Unreal” ze ścieżki dźwiękowej do filmu Super Mario Bros. (który swoją drogą również uwielbiałem jako szkrab).

Kapitalizm dał nam dostęp do telewizji kablowej, w tym programu MTV. 1994 rok przyniósł rozkwit neo-punka w postaci granych wręcz do znudzenia teledysków Green Day’a („Basket Case”) i Offspringa („Self Esteem”, „Come Out And Play”). Zakochałem się w tym brzmieniu. Ale ten czas w moich wspomnieniach z ekranu to również „Mmm Mmm Mmm Mmm” Crash Test Dummies, „Under The Bridge” Red Hotów czy „Love is All Around” Wet Wet Wet. Pojawił się nawet mój pierwszy zajawkowy zeszyt muzyczny.

Cztery lata później, w 1998 roku, odkryłem Viva Zwei. Stacja ta, wraz ze starą „Machiną”, stały się moim oknem na świat popkultury i budulcem artystycznej tożsamości oraz wrażliwości na sztukę. W wieku 13 lat moim ulubionym zajęciem było czytanie nowego wydania ulubionego miesięcznika i nagrywanie ulubionych teledysków na kasety VHS. Prowadziłem nawet swoje osobiste zestawienia hitów, bo przecież nie mogłem być gorszy niż „30 Ton – Lista, Lista Przebojów”.
W 2000 roku pojechaliśmy do Krakowa odwiedzić najbliższą rodzinę. Wizyta w sklepie Music Corner była kolejnym kamieniem milowym w mojej muzycznej historii, a to za sprawą pewnej kasety. Do końca jeszcze nie wiedząc z czym mam do czynienia (ale mając już jakiś zarys z recenzji w „Machinie”), kupiłem „From Here To Eternity (Live)” The Clash. Mój wujek Andrzej trzymał pod wiatą swojego czerwonego Poloneza. Nie pozwalał go nikomu dotykać. Ale gdy chciałem posłuchać swojej kasety, auto należało do mnie. Te chwile i miłość do punk rocka, w której się wtedy utwierdziłem, są ze mną do dziś. Choć wujka nie ma już ponad 20 lat…

W tym samym roku 2000 przyszła fascynacja Kultem, T.Love, a następnie Pidżamą Porno i całą rzeszą polskiego punka i alternatywy. Pojawiły się też pierwsze koncerty na żywo. Pierwsze piwa i jabole pite w parku. Pierwsze miłostki i bijatyki. Pierwszy lokalny festiwal muzyczny. Pogo pod sceną.

W 2002 roku zacząłem jeździć na desce i zgłębiać to, co do zaoferowania mają Stany Zjednoczone. Po raz pierwszy usłyszałem stare AFI za sprawą promo movie Rodneya Mullena do Tony Hawk’s Pro Skater 3.
Na wiosnę 2003 roku w domu pojawiło się stałe łącze internetowe. Dostęp do muzyki i skate movies otworzył się na dobre, choć na początku wymagał dużo cierpliwości ze względu na szybkość transferu.

Już w drugiej połowie lat ‘90 zacząłem zbierać kasety magnetofonowe, a mniej więcej w czasach deskorolki zacząłem zbierać również kompakty. Poznałem też „smak” winyla, bo znajomy mamy pożyczył mi część swojej kolekcji i gramofon z głośnikami. W większości był to hard rock i art rock, ale z wypożyczalni audio przy Hufcu na Wyszyńskiego przyniosłem „Fresh Fruit For Rotting Vegetables” Dead Kennedys.
W międzyczasie założyliśmy nawet swój zespół Landsberg77, którego „działalność” ograniczyła się do kilku prób w garażu kolegi. Ja grałem na perkusji, ale szło mi średnio. Do tej zajawki wróciłem po ponad 20 latach, w styczniu 2026 roku.

Idea Radia Cykcyk (pisać o „prostej muzyce dla trudnych ludzi”) zrodziła się w 2019 roku, ale za czasów studiów, gdzieś między 2006 a 2009 rokiem, prowadziłem już swojego muzycznego bloga (cykcyk77.blog.pl). W tamtym czasie byłem też zaangażowany we współtworzenie zinów „Nie Jesteś Jednym Z Nas” i „Dead Press”.
Obecnie oprócz pisania o alternatywie, prowadzę również projekt pisarski Rynsztokowa proza CC Allina.