Upadek Biletowej Cywilizacji. Historia zespołu Bilety Do Kontroli

Upadek Biletowej Cywilizacji. Historia zespołu Bilety Do Kontroli

Trójmiejskie Bilety Do Kontroli to formacja, która na kartach historii polskiego punk rocka zapisze się złotymi zgłoskami.

Żadna grupa nie była tak odporna i niewzruszona na scenowe podziały i „normy przyzwoitości”, tym samym realizując swoją wizję punk rocka szczerego, prowokacyjnego i wolnego od deklarowania przynależności do lewej czy prawej odnogi sceny.

Grupa narodziła się na przełomie jesieni i zimy 2000 roku. Młodzi amatorzy punkowego brzmienia – Łukasz vel Kibic i Daniel vel Wróbel – wobec nikłego ruchu na trójmiejskiej scenie, postanowili stworzyć własny band. Z perspektywy wokalisty Łukasza wyglądało to następująco: – Ówczesna trójmiejska scena nie była zbyt porywająca. Fajnych koncertów było tyle, co kot napłakał. Jedyną strawną kapelą spoza trójmiasta regularnie tu grającą, była Partia. Na koncert byle zagranicznej formacji potrafiło przyjść kilkaset osób… Sporadycznie grające Po Prostu (od którego zaczęło się moje jeżdżenie na imprezy), rozkręcający się Lumpex, początkujący, hardkorowy Startpoint.

To czas, by wykrzyczeć gniew

To czas, by wykrzyczeć gniewTwórczość grupy Bilety Do Kontroli z założenia miała być „prostą muzyką dla trudnych ludzi”. Pierwsze próby zespół odbywał w położonym nieopodal Trójmiasta Żukowie, w salce przeznaczonej dla spotkań osób z problemami alkoholowymi. Z początku skład ulegał zawirowaniom, ale sam Łukasz zaznacza, że nie lubi historii kapel opartych na personalnych wyliczankach: – Skład ustabilizował się wiosną 2001 roku. Poza drugim gitarzystą – Błażejem – pozostał niezmieniony. Przenieśliśmy się do salki parafialnej na gdyńskim Kacku, po jakimś czasie zaczęły się koncerty i nagraliśmy w kartuskim domu kultury pierwsze demo. Na setkę, a „realizator” otrzymał flaszkę dobrego whisky. Błażej zrezygnował z grania z nami przed realizacją „Irli Jers”.

Gwoli ścisłości należy dodać, że trzon zespołu (niezmienny do 2008 roku) uzupełnili perkusista Rafał i gitarzysta Lechu.

Dziewiczy koncert grupa odbyła w namiocie piwnym Żywca w Sopocie. Był sierpień 2001 roku. Występ wyniknął w drodze spontanicznego zrywu. – Skorzystaliśmy z uprzejmości Lumpexów, no i odegraliśmy jakieś siedem czy osiem kawałków, w tym cover SFA „On and On” (pierwszy w ogóle zrobiony numer, z polskim tekstem…) i Analogs „Sprzedana”. Szczególnie ten drugi potrafiliśmy mistrzowsko skopać już na samym wstępie – mówi Łukasz.

W pamięci muzyków zapisał się również pierwszy wyjazdowy gig w Iławie (we wrześniu 2001), kiedy to kierowniczka domu kultury wyłączyła grupie prąd w trakcie jego trwania. Ciekawostką jest, że na plakacie promującym koncert zespół widniał jako Dintoira – macierzysta formacja basisty Wróbla, a nazwa Bilety Do Kontroli powstała w wyniku luźno rzuconego hasła podczas iławskiego wyjazdu.

DEMOnstracja siły

Wspomniane pierwsze demo chłopaki nagrali w 2002 roku, jeszcze w pięcioosobowym składzie. Zespół zapamiętał tę sesję jako bardzo męczącą – zdarzało się, że do rejestracji jednegoDEMOnstracja siły utworu było sześć lub siedem podejść. Efekt końcowy nie powala na kolana, ówczesne umiejętności muzyków i realizacja pozostawiają wiele do życzenia, ale debiutancka sesja nagraniowa okazała się bardzo pożytecznym doświadczeniem. „12 Utworów W Wersji Demo Dla Całej Rodziny” rozeszło się w liczbie około siedemdziesięciu egzemplarzy, a okładka kserowana była na niebieskim papierze. Wydawnictwo ukazało się nakładem Prosta Gra Records, czyli de facto „fikcyjnej” wytwórni Łukasza, pod nazwą której wychodziły demówki BdK.

Wczesne lata

W następnym roku grupa zabrała się za nagranie kolejnego materiału demo, nazwanego „Irli Jers 2000-2002”. Dokumentował on dokonania Biletów z początku XXI wieku, jako bonus do krążka dołączono zapis części pierwszego koncertu, zagranego w gdyńskim klubie Ucho. Drugie wydawnictwo formacji prezentuje się o wiele lepiej niż debiut, dodatkowo zawartych na nim zostało ponad dwadzieścia piosenek, jednak Łukasz wcale nie uznaje tego za atut…

Tym razem pojechaliśmy do niby bardziej profesjonalnego studia, które mieściło się aż w Tczewie, w industrialnej okolicy. W sumie zrobiliśmy dwie wycieczki. Realizator był taki, jak nasza ówczesna forma i repertuar. Moim zdaniem średni. Podstawowym błędem (tak uważam dzisiaj) była chęć nagrania nie wiadomo jakiej ilości kawałków. Nie wyciągnęliśmy odpowiednich wniosków i zrobiliśmy takiego babola przy sesji do „Upadku”. Ukazało się jakieś 150 egzemplarzy (tyle było numerowanych). Okładka i naklejki na cd-r były przygotowane w zaprzyjaźnionej drukarni. Płyta ukazała się już jakiś czas po tym, jak kupiłem komputer i mogłem cieszyć się dostępem do sieci. To na pewno przyspieszyło kilka spraw.

Od początku działalności, aż po jej kres, Bilety Do Kontroli lubowały się w anglojęzycznych tekstach (zdarzały się też hiszpańskie wyjątki, jak „Dos Latas”, zawarte na „Irli Jers”). Wobec tego „obcojęzycznego fetyszu”, kapela postanowiła wydać materiał zawierający wyłącznie utwory zaśpiewane po angielsku. „So Bored” ujrzało światło dzienne w 2004 roku, oczywiście pod szyldem Prosta Gra Records. Fani Biletów otrzymali sześć zgrabnie zagranych kawałków (w tym cover Blitzów „Criminal Damage”) opakowanych w kolorową i estetyczną kopertę. W trakcie sesji odbywającej się w sopockim Long Train Studio, grupa zarejestrowała dodatkowo utwór „Wybór”, który ukazał się na kompilacji „Muzyka Ulicy – Muzyka Dla Mas vol.1” (omyłkowo podpisany na niej jako „Wybór polski”). Frontman BdK uważa składankę Olifanta za nieszczęsną, a to dlatego, że ta podobno nie miała szczęścia.

Czas debiutu

Przed wydaniem pierwszego, oficjalnego krążka zespołu, do sieci trafił internetowy singiel „Bohater Ostatniej Kolejki”. – W sieci ukazały się dwa kawałki z okładką, którą można sobie było ściągnąć i rzecz jasna wydrukować. „Bohaterem” otworzyliśmy z kilkanaście koncertów, cover Forgotten Rebels miał mniej szczęścia. Powstał pod kątem składanki „Tribute to” – wysłaliśmy to do Kanady i… chuj bombki strzelił. Nawet w dobie Internetu zdarzają się tego typu wtopy – mówi wokalista BdK.

Trzecią nagraną przy tamtej okazji piosenką był cover Partii, który miał ukazać się na składance stajni Jimmy Jazz. Nigdy się jednak na takowej nie ukazał, a włodarze wytwórni tłumaczyli zaistniałą sytuację „słabą jakością nagrania”. Członkowie Biletów podejrzewają jednak, że ich wersja „High school” była „zbyt ekstremalna dla Elvisława”.

Czas debiutu

Pełnoprawny debiut Biletów Do Kontroli ukazał się w 2006 roku nakładem Noise Annoys. O płycie tej powiedziano niemal już wszystko. Dopiero sześć lat po rozpoczęciu działalności, grupa zdecydowała się na pierwszy pełnowymiarowy album, wobec czego wiązano z nim bardzo duże nadzieje i oczekiwania. Zespół przez lata ukazał spory potencjał, nauczył się grać na przyzwoitym poziomie i zyskał dużą grupę wiernych fanów. Tytuł płyty – „Upadek Trójmiejskiej Cywilizacji” – nawiązywał do kultowego filmu dokumentalnego „Decline Of Western Civilization”, a oprawa graficzna wydawnictwa była bardzo przyjazna punkowemu oku.

Rozczarowanie

Niestety, zawartość muzyczna rozczarowała wszystkich, włącznie z samym bandem, a to z powodu niezwykle kiepskiej realizacji. Brzmienie chwytliwych kawałków BdK wręcz kłuło w uszy, co nie pozwalało uznać debiutu formacji za udany. Stało się tak ze względu na „wypadkową kilku rzeczy”. Nie było mi dane dojść o jakie rzeczy chodziło, ponieważ członkowie grupy z czasem przestali wypowiadać się o tym krążku, a wręcz zaczęli się od niego odcinać.

Na początku 2007 roku Bilety sprezentowały fanom „Demo 2006”, zawierające aż trzy piosenki anglojęzyczne i jedną zaśpiewaną w ojczystej mowie. Nagrań dokonano ponownie w Sopocie, w Long Train Studio. Kawałki były pierwotnie rejestrowane pod kątem splitu z włoską Vendettą, który jednak nigdy nie został wypuszczony. Dlatego też utwory zostały wydane własnym sumptem. – Każda płyta ma inny, ręcznie wykonany rysunek naklejony na nią. Ze 150 egzemplarzy, Łukasz wyprodukował do tej pory 90. Pozostałe krążki czekają na swój czas, więc miejcie się na baczności.

Bilety Do Kontroli Pub Core

Ostatnim wydawnictwem BdK jest album „Pub Core”, wydany w 2008 roku przez wytwórnię Burning Chords Records. Oczekiwanie i napięcie związane z ukazaniem się tej płyty było chyba większe, niż w przypadku debiutanckiego materiału. Tym razem jednak kapela dopilnowała wszystkiego, prezentując czternaście profesjonalnie nagranych i zarejestrowanych hitów. Realizacją zajął się Wojtek, w przeszłości grający w zespołach Pain Runs Deep czy Healing, związanych z ruchem hardline. Część ścieżek nagrywana była w piwnicach posiadłości teścia realizatora, „landlorda”.

Ciekawie prezentuje się szata graficzna wydawnictwa, którą tradycyjnie zajął się Łukasz. Jednak warto podkreślić, że autorem okładki jest niepijący i niepalący Maciej Wolański. Wkładka dołączona do digipacku z jednej strony zawiera teksty piosenek i zdjęcia muzyków w estetyce starodawnej gazety codziennej. Natomiast druga strona to… gra planszowa „Pub Core”, w której zostało zawartych wiele niuansów z życia grupy. Dla osób, które najszybciej zamówiły wydawnictwo, do płyty dołączono ponadto dwa pionki oraz kostkę. Powszechna euforia i miano „albumu roku” obiegły punkową Polskę. Jakby na przekór wszystkim, Bilety po raz kolejny zaskoczyły swoją publikę, podając do wiadomości, że ze względu na wewnętrzne, personalne nieporozumienia, grupa kończy działalność.

Największy rock’n’rollowy szwindel

Zakończenie całego zamieszenia pt. BdK to głównie moja decyzja… W której utwierdziłem się mocniej w chwili, kiedy wyszedł największy rock’n’rollowy szwindel, jakiego byłem świadkiem. Kiedy mają miejsce takie akcje, jak transfer narzeczonej, to ja odpadam. Pewnie moglibyśmy grać bez Lecha czy bez Daniela, pewnie beze mnie też – ale co to za BdK? Ten zespół przez niemal siedem lat grał praktycznie w tym samym składzie. Szkoda, że w tym składzie nie skończy… Mówi się „trudno” – podsumowuje Łukasz.

Największy rock’n’rollowy szwindel

27 lutego w Gdyni odbędzie się ostatni występ formacji, wieńczący pożegnalną trasę “Dzięki za nic”. Do tej pory w jej ramach chłopaki (bez Lecha, z zastępczym gitarzystą) zaprezentowali się w Bydgoszczy, Lublinie i Bielsku-Białej. – Szkoda, że poukładało się tak, jak się poukładało i nie promowaliśmy płyty koncertami bezpośrednio po jej wydaniu tylko… przed. No ale tak to już było z BdK – ucina „Kibic”.

Podróżnicy i pasjonaci

Podczas swojej działalności, zespół Bilety Do Kontroli zagrał osiemdziesiąt koncertów. Najdłuższy set trwał ponad osiemdziesiąt minut, a miało to miejsce w Łodzi. Trójmiejska załoga miała okazję zaprezentować się obok takich tuzów, jak Vibrators, UK Subs, Peter And The Test Tube Babies czy G.B.H. Tego typu gigi przyciągały na sale spore ilości widzów, ale chłopakom zdarzało się grać dla dwudziestoosobowej publiki. Jednak największą satysfakcją dla Bileciarzy nie był sam fakt supportowania legend punk rocka, ale organizacja koncertów tych mniejszych gwiazd, jak Vendetta czy Tower Blocks.

Przez te lata zagraliśmy z naprawdę różnymi kapelami – polskimi, zagranicznymi i z Ameryki. Większość ludzi z tych zespołów dobrze wspominamy, o wyjątkach nie ma sensu wspominać. Zdarzało nam się zagrać w paru bardzo obciachowych miejscach i przy naprawdę żenujących okazjach, ale to raczej na początku. Potrafiliśmy też np. pojechać do Katowic na własny koszt tylko po to, żeby otworzyć jedną z edycji Oi Halloween. Mało komu się takie coś dzisiaj zdarza, żeby tłuc się pociągiem w okresie Wszystkich Zmarłych przez cały kraj za darmo. Ale opłacało się.

Łukasz relacjonuje, że na większość swoich występów grupa podróżowała pociągiem. Świadczy to dodatkowo o ich pasji do grania punk rocka.

Bilety Do Kontroli. Podróżnicy i pasjonaci

BDK DIY

Bilety Do Kontroli zawsze bardzo duży nacisk kładły na metodę Do It Yourself, nie ograniczając się jedynie do wydawania demówek własnym sumptem. Gratką dla miłośników zespołu były dwie edycje koszulek („Bomby zamiast jedzenia” i „Beer Zombies”) czy badziki w czterech wzorach. Formacja nigdy nie osiągnęłaby tak wiele, gdyby nie ich zaradność i samozaparcie, którego brakuje wielu innym zespołom z rodzimego podwórka.

Jeśli sam czegoś nie zrobisz, to możesz się kisić we własnym sosie do usranego zgonu. Kapele płaczące, że nie grają koncertów (a prezentujące przy okazji przyzwoity poziom) są same sobie winne. Taka jest smutna prawda. Załatwienie gigu wydaje się dla wielu czarną magią, a tak przecież nie jest. BdK to udowodniło i chuj. Podobnie rzecz się miała z demówkami. Naprodukowaliśmy tego trochę. Nie czekając na mitycznego dobrego wujka wydawcę, który zleci z nieba i powie początkującej kapeli: „Chłopaki macie tu sianko na najlepsze studio w okolicy, wydam Was, zrobię zajebistą promocję i w ogóle załatwię trasę z Agnostic Front.” – mówi Łukasz.

Bilety Do Kontroli – punk rock czystej formy

Grupie nieustannie przyklejano różnorakie łatki. Począwszy od prób klasyfikowania ich muzyki jako punk 77 (na co odpowiedzią stał się utwór „Nie jesteśmy kapelą ’77”), po słynne już określenia typu „gracie jak stary Skrewdriver”. Zespół jednak zawsze pogardliwie odnosił się do wszelkich prób zaszufladkowania, jak i internetowych oskarżeń o „skundlenie się”, wskutek zaprezentowania się w nieodpowiednim miejscu lub przy nieodpowiedniej grupie. Bilety Do Kontroli potrafiły wystąpić na składance obok Sztormu 68 i BTMu (wywołując przez to wielkie kontrowersje wokół swojej grupy), jak i zagrać koncert na skłocie, cały czas będąc wiernym swojemu podejściu do punka, kpiąc ze wszystkich politycznych narwańców, narzucających otoczeniu „jedyną i słuszną wizję świata”. Zarówno w kwestii scenicznej, tekstowej, muzycznej i pozamuzycznej to był punk rock czystej formy. Swoisty powrót do korzeni nieskażonych politycznym ścierwem. Takiego bandu będzie na polskiej scenie brakowało.

/2008 rok/

Przeczytaj również mój wywiad z kapelą – “Bilety Do Kontroli. Szukanie złotego środka

2 Komentarze

  1. Z początku myślę: nie wierzę, że Łukasz się po tylu latach wypowiedział na jakikolwiek temat związany z BdK 🙂 ale im dalej w las, tym silniejsze było wrażenie, że już to chyba gdzieś czytałem 🙂 Pozdro byku

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*