The Pravators to kolejna załoga z istnego punkowego zagłębia, jakim stał się Olsztyn. Co oferuje debiutancki materiał wydany własnym sumptem?
Trio istnieje od 2022 roku, a materiał na album nagrany został w listopadzie 2025 roku. Uwagę zwraca klimatyczna, chuligańska okładka. Po odpaleniu płyty otrzymujemy natomiast energetyczny oi! punk z charakterystycznym wokalem i fajnymi chórkami.
Być może narażę się chłopakom z grupy, ale muszę to napisać… Od pierwszego kontaktu z materiałem z albumu miałem wrażenie, że gdzieś już ten (lub podobny) wokal słyszałem. Pogłówkowałem i wyszło mi, że linia wokalna The Pravators zajebiście mocno kojarzy mi się z Fakirem i jego Castetem. Nie chodzi tu tylko o barwę głosu wiodącego wokalisty, lecz również o manierę śpiewu. I żeby było jasne – nie jest to żaden minus! Słucha się tego naprawdę dobrze, ale pozostała część zespołu nie pozostaje dłużna i również świetnie sobie radzi na swoim poletku.

Płyty (zawierającej 14 utworów) słucha się jednym tchem. Tematyka tekstów? Uliczne i nocne życie („The Pravators”), burdy („Będziesz się bił”), chlanie („Bez zaproszenia”), rozczarowanie rzeczywistością („Pełen zła”, „Szare dni”). Nie zabrakło też komentarza społeczno-politycznego („Medialne Ogłupienie”). Najmocniejsze punkty albumu to moim zdaniem „Eliksir hipokryzji” uderzający w scenową milicję oraz zamykający całość utwór „Na zawsze razem”, traktujący o przyjaźni.

Nie wiem czy to jeziora Warmii i Mazur mają taki wpływ na punkową kreatywność i muzyczną aktywność czy coś innego, ale korzystajcie panowie i wydawajcie jak najwięcej płyt. Na dzień dzisiejszy Olsztyn jest dla mnie stolicą polskiego punk rocka.
Siedzisz w olsztyńskim klimacie? Sprawdź również inne recenzje kapel z tej części Polski:
Płyta dostępna w distro Olifanta: