Szalone Żabojady: Géno

Szalone żabojady cz.1 Geno

Mój minicykl o pojebanych Francuzach rozpoczynam historią Jean’a-Christophe „Géno” Mam’a, czyli wokalisty L’Infanterie Sauvage. Zginął młodo i marnie, ale uporządkujmy fakty i zacznijmy od początku…

Mam urodził się 15 listopada 1964 roku w Paryżu jako syn Francuzki i Kambodżanina. Z lat dorastania wspominany jest jako „wątłej postury, pełen życia, inteligentny i zabawny nastolatek”. Rodzina i przyjaciele dodają jednak, że chłopak był wewnętrznie zagubiony i „poszukiwał siebie”. Ta droga zaprowadziła go do środowiska skrajnej prawicy. Jednak zanim zadeklarował się jako narodowy socjalista, scena nad Sekwaną zdążyła go poznać w roli wokalisty oi! punkowego L’Infanterie Sauvage.

Skrócony przemarsz Dzikiej Piechoty

Skrócony przemarsz Dzikiej Piechoty
Ekipa L’Infanterie Sauvage. „Géno” drugi z lewej

Pierwszy zespół bohatera tego tekstu powstał w lutym 1982 roku. Grupę powołali „Géno” (wokal), Félus (perkusja) i Arno (gitara). Szybko dołączył do nich sąsiad wokalisty, Philippe, któremu bliżej jednak było do klimatów spod znaku Pink Floyd i The Beatles. Chłopaki przyjęli nazwę Atomkraft, a po odejściu Philippe w kwietniu (zastąpił go Mourad), zmienili ją na Wild X Mas Infantry. Ostateczna nazwa L’Infanterie Sauvage została zatwierdzona we wrześniu, a skład z Mouradem utrzymał się do kresu działalności kapeli, który przypadł na 9 czerwca 1984 roku.

Ze względu na krótką działalność, zespół nie pozostawił po sobie oszałamiającej dyskografii, ale na stałe wpisał się do kart historii francuskiej sceny. Wydawnictwa L’Infanterie Sauvage do dziś można też bez problemu kupić w sklepach płytowych, również tych rodzimych. Skoro tak dobrze szło, dlaczego wszystko się rozpadło zaledwie dwa lata po rozpoczęciu grania?

Mów mi „Ludobójstwo”

Początek istnienia L’Infanterie Sauvage zbiegł się z narodzinami fascynacji Jean’a-Christophe Mam’a ruchem skinheadów. O ile początkowo miało to raczej zabarwienie klasy robotniczej, z czasem jego zainteresowania i postawy stawały się coraz bardziej radykalne. Co ciekawe, w zespole występował obok niego wspomniany Mourad, którego określano jako „młodego skinheada pochodzenia północnoafrykańskiego” (w innych źródłach znalazłem informację o jego ormiańskich korzeniach – ten wątek przewinie się zresztą w artykule później).

Mów mi Ludobójstwo
Szacuje się, że Czerwoni Khmerzy w czasie swojego panowania wymordowali około 20-30% populacji Kambodży

Jeszcze za czasów, nazwijmy to, „punkowych”, Mam zyskał pseudonim „Géno”, jako skrót od angielskiego słowa „genocide”, oznaczającego ludobójstwo. Było to w prostej linii nawiązanie do jego kambodżańskich korzeni i krwawej polityki terroru, jakiej dopuścili się Czerwoni Khmerzy w Demokratycznej Kampuczy.

W ciągu dwóch krótkich lat, Mam przesiąknął brunatną ideologią. „Skrajna prawica była po prostu szaleństwem, w które się wciągnął, bo była najbardziej ekstremalna” – podsumował po latach jego przyjaciel.

„’Géno’, wbrew temu, co wielu może sądzić, był kimś bystrym, zabawnym i inteligentnym, ale z pewnością także kimś kruchym i trochę zagubionym” – to z kolei słowa załoganta, który – jak twierdzi – znał muzyka w latach 1983-1984.

Mężczyzna dodaje: „Nie ma wątpliwości co do pierwotnego zakorzenienia po stronie lewicy, ze względu na rodzinne historie członków L’Infanterie Sauvage. 'Géno’ był zafascynowany wojną i przynależnością klasową, jednak bez ustrukturyzowanego kierunku myślenia. W tekście 'J’Irai Revoir Ma Normandie’ (’Wrócę zobaczyć moją Normandię’) zaczął zaznaczać swój antykomunizm i poczucie francuskości. Jego matka naśmiewała się z niego, ponieważ pomylił kolory królewskiej lilii z trójkolorową flagą Republiki (symbol monarchii francuskiej fleur-de-lis posiada żółte lilie na tle błękitnej tarczy – przyp. red.). Reszta grupy, która znała 'Géno’ od czasów szkoły, podchodziła do tego tekstu z pewną podejrzliwością. Ten jednak, tytułem wyjaśnienia, porównał swoje uczucia do patriotyzmu francuskiego ruchu oporu – bojowników z czasów okupacji i ormiańskiego nacjonalizmu od Murada, gitarzysty zespołu, którego rodzina żyła w totalitarnym Związku Radzieckim. I zaufali mu… niesłusznie”.

Początkowo Jean-Christophe Mam wykazywał przywiązanie do Francji, które przeradzało się w coraz bardziej zaostrzony nacjonalizm. Z biegiem czasu zmieniało się też jego otoczenie, w którym było coraz mniej punków i apolitycznych skinheadów, a coraz więcej NS’ów.

I tu czas na dygresję – z naszej polskiej perspektywy może wydawać się nieco dziwne, że chłopak o kambodżańskich korzeniach zapałał miłością do skrajnej prawicy, jednak we Francji tamtego okresu nie było to niczym nadzwyczajnym. Wystarczy wymienić tu Irańczyka Imana z formacji Evil Skins, o którym przeczytacie w drugiej odsłonie tego cyklu.

A wracając do Jean’a-Christophe’a, jego konotacje z prawoskrętnymi załogami doprowadziły wprost do rozpadu L’Infanterie Sauvage. Podczas jednego z koncertów, gdy zespół grał na scenie, w tłumie pojawiła się grupa łysych – znajomych „Géno” – którzy zaczęli prowokować publiczność. W trakcie występu Mourad opuścił scenę, a wkrótce potem działalność grupy została zakończona.

W paszczy obłędu

Po rozpadzie Dzikiej Piechoty w 1984 roku, Mam zradykalizował swoją postawę. Oficjalnie ogłosił się narodowym socjalistą, wytatuował sobie gębę i zaczął intensywnie udzielać się na francuskiej scenie RAC. Śpiewał, grał lub kolaborował z takimi projektami, jak Totenkopf, Colditz, Légion 88 czy jednoosobowy Cockney Molotov.

Totenkopf "Souviens-Toi"
Okładka kasety Totenkopf „Souviens-Toi” wydanej w 1985 roku

Ze wspomnień świadka jego przemiany: „Oczywiście L’Infanterie Sauvage rozpadło się, ponieważ obecność nazi skinheadów na ich koncertach była nie do zniesienia dla pozostałych członków zespołu. 'Géno’ założył już Colditz, w którym nieśmiało zaczął narzucać swoje nacjonalistyczne poglądy. Potem było spotkanie z Ianem Stuartem w Londynie, jego tatuaże na twarzy, jego znany nazistom fanzin 'Extended Arm’, jego grupa Totenkopf. Reszta jest niejasna i niewiele osób zna szczegóły”.

Początek jego końca można datować na marzec 1986 roku. Wówczas dopuścił się podpalenia siedziby Francuskiej Partii Komunistycznej w Livry-Gargan, które skończyło się dla niego krótką odsiadką. Podobno policja znalazła go na miejscu zdarzenia totalnie schalnego. Za kratami miała rozpocząć się u niego refleksja nad obranym kierunkiem i popełnionymi czynami.

„Nikt nie wie, co przeżył w więzieniu, ale pewne jest, że wyszedł z niego odmieniony. Wspominał byłych członków L’Infanterie Sauvage. Powiedział im, że żałuje swoich wędrówek, znajomych i tatuaży, które zamierzał usunąć. I że chce powrócić do prawdziwych przyjaciół” – relacjonował po latach cytowany wcześniej załogant.

Trafiłem również na wpis człowieka, który podawał się za jego przyrodniego brata – on również twierdził, że Mam żałował swojego dryfu w stronę skrajnej prawicy.

Tragiczny koniec

„Géno” nigdy nie zdążył w pełni zrehabilitować się swoim prawdziwym przyjaciołom i zerwać ze złym towarzystwem. W feralny, czerwcowy weekend 1986 roku wyjechał do miejscowości Orlean we Francji. Tam, 17 czerwca, zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. Jedyne światło na jego przedwczesną śmierć rzucają pozostawione w sieci komentarze ludzi, którzy pamiętają tamte czasy.

„To mnie nadal rozdziera… Tak, Orlean, pojechałem na wycieczkę ze znajomymi. Na skraju brzegu, butelka za butelką, głupi zakład, skakanie do wody w pełnym ubraniu (Bombers, Docs…). Prądy nie okazują ci żadnej litości, a w wodzie jest Géno. Czy on chciał to zakończyć? W każdym razie skoczył, a te pieprzone prądy sprawiają, że toniesz w mgnieniu oka. Nikt nie miał jaj, żeby spróbować cokolwiek, żeby go uratować… Bomber unosi się w wodzie, Martensy sprawiają, że ​​toniesz… A prądy sprawiają, że znikasz… Kurwa, do dupy dzień, STRACILIŚMY GÉNO!” – czytamy w jednym z wpisów.

„Zginął po głupim zakładzie, nikt go nie zmuszał” – dodaje inny załogant.

Na pogrzebie Mam’a obecni byli najbliżsi koledzy z zespołu i przyjaciele, ale również przedstawiciele jego „ciemnej strony”. „Kilku nazistowskich skinheadów miało na tyle nieprzyzwoitości, że zrobili sobie zdjęcie, stojąc na grobie i salutując przed rodzicami 'Géno'” – wspomina uczestnik ceremonii.

Symboliczne i niejednoznaczne dziedzictwo

Jean-Christophe "Géno" Mam
„Géno” z wydziaranym ryjem

W 1989 roku ukazał się album „Jazz” popularnej we Francji grupy BB Doc. Na płycie znalazł się „Histoire D’eaux” („Wodna historia”) – utwór będący z jednej strony hołdem, a z drugiej krytyką młodego straceńca. Sami Francuzi do dziś rozkminiają, czy niektóre wersy tekstu są sarkazmem czy wyrazem szacunku dla „Géno”.

20 lat później ukazała się składanka „Tribute To Totenkopf”, na której grupa Old School Of R.A.C. umieściła piosenkę „Requiem Pour Un Skinhead”, będącą podobno prawicową interpretacją „Histoire D’eaux” (niestety nie udało mi się znaleźć tekstu).

Na cześć wokalisty w 2011 roku nakładem Fuck The World Records ukazała się składanka „Hommage Au Géno”. Bootleg ten zgromadził zarówno kompozycję L’Infanterie Sauvage, jak i pojedyncze utwory prawoskrętnych grup, w których się udzielał.

Mam żyje wciąż w pamięci przyjaciół i załogantów tamtych czasów, jednak ocena jego postaci pozostaje niejednoznaczna: „Był przede wszystkim facetem, który chciał być uważany za twardziela, podczas gdy był jego przeciwieństwem. Jego mocną stroną było poczucie humoru i nic więcej. Na pewno nie był wojownikiem. Niestety zginął, próbując zaimponować ludziom. To historia faceta z bogatej klasy, który chciał być klasą robotniczą. Na końcu jest to dość smutne. Spoczywaj w pokoju”.

Kumpel, który był świadkiem jego ostatnich chwil, podsumowuje z kolei: „Zmarł w wieku 22 lat, uwolniony od ciężaru gówna, którego nigdy tak naprawdę nie przetrawił, jako dziecko zagubione w niestabilnej sytuacji rodzinnej. Może dziś byłby dobrym człowiekiem. Dla mnie, gdzie nigdy nie byłem skrajnym prawicowcem, ani nawet nacjonalistą, pozostanie przyjacielem”.

A Wy jakie macie zdanie o jego krótkim przemarszu przez życie? Dajcie koniecznie znać w komentarzu na Facebooku.

Radio Cykcyk