Jest to naprawdę spektakularne wydawnictwo na polskim podwórku winylowym, a jednocześnie należyty hołd dla absolutnie kultowej formacji rodzimego punk rocka. „Tribute to Post Regiment” w końcu ujrzał światło dzienne!
Tak naprawdę ujrzał już „parę” dni temu, ale wiadomo jak to jest z moim zapłonem i czasem wolnym. Niemniej takie pozycje utwierdzają mnie w przekonaniu, że nikt nie wydaje muzyki z tak dużym pomysłem i zaangażowaniem, co scena niezależna i pasjonaci danego zjawiska. „Ostatni raz – Tribute to Post Regiment” to owoc współpracy Hasiok Records i D.I.Y. Koło Records. Obie stajnie intensywnie informowały o swoich wydawniczych planach, dlatego we właściwym momencie udało mi się zamówić swój pakiet przyjemności.
Dla każdego coś miłego
Wydawcy przygotowali kilka wariantów „Ostatniego razu”. Można się w tym pogubić, ale wydaje mi się, że zamówiłem tę najbardziej wypasioną opcję zawierającą t-shirt, LP z coverami oraz siedmiocalowe EP z występem Post Regiment w efemerycznym Fugazi Music Club. Swoją drogą, czytam właśnie notkę o tym przybytku i jestem nieco w szoku, że jego idea zakładała funkcjonowanie 24 godziny na dobę. Wątpię, że obecnie któraś modna polska rejwownia działa w tym schemacie, a przecież Fugazi pamięta początek lat ’90, a dodatkowo punki i alternatywna młodzież raczej nigdy nie pudrowali nosów. Ale wracając do mojego zamówienia, to w środku znalazłem również koncertowe zdjęcie na sitodruku, insert z kapelami występującymi na płycie i konkretny fanzine o zespole, który stanowi prawdziwą kopalnię ciekawostek dla fanów. Jako że swój pakunek zamawiałem z Hasioka, jego właściciel, Lenin, dorzucił również wpinkę i naklejkę.
Dodatkowym smaczkiem są kolory winyli – dwunastka w pięknym, niebiesko-błękitnym odcieniu, a siódemka w nieco przybrudzonym beżu. Na kopercie epki odbite pieczątką logotypy zespołu i klubu. DIY pełną gębą, ale z zachowaniem klasy i jakości.
Muzycznie mamy tu spory eklektyzm, bo oprócz gitarowych riffów występuje również sporo elektroniki. W przypadku zamykającego płytę Abigail Austin nie wypada to źle. Jeśli chodzi natomiast o reprezentantów tradycyjnego dla PS brzmienia, to moje serce skradli KMKZ.
To wydawnictwo jest naprawdę godnym uhonorowaniem działalności Post Regimentu. No i wykurwiście, że jego nazwę sygnuje jedna z moich ukochanych i chyba jednocześnie najbardziej niedocenionych (?) kompozycji Smoka, Rolfa i spółki. Wielkie brawa za ten tribute.
