Olifant zdążył przyzwyczaić, że co jakiś czas wypuszcza kolejne smaczki i ciekawostki związane z twórczością Ramzesa. Tym razem światło dzienne ujrzały archiwalne nagrania pierwszego zespołu Andrzeja Krettka, czyli Haosu, który istniał na początku lat osiemdziesiątych.
Jeśli liczycie na świetną jakość nagrań i wyrafinowane wałki muzyczne, to nie ten adres. „1981-1982” to rzecz stricte kolekcjonerska i nawet sam wydawca określa to uczciwie w grafice promocyjnej: „Nic nie słychać!”. Oczywiście to metafora, bo słychać dość sporo (nie licząc nagrań live), ale jakość poszczególnych tracków jest różnorodna, często bardzo kulawa. Raz przebija się szum, raz perkusyjne umcyk-umcyk, a w jeszcze innym przypadku lekko przesterowany wokal.
Jednak wszyscy chyba zdajemy sobie sprawę, że od czasu do czasu takie podróże w głąb młodości naszych muzycznych idoli są jak romans z zapomnianym, lokalnym folklorem. Takie „ubogacenie kulturowe”, to ja rozumiem!

Haos był raczkującym zespołem z wybrakowanym sprzętem, który poszukiwał swojego brzmienia. I to wyraźnie słychać. Otwierający opisywany materiał „Autovidol” został z Ramzesem do dziś i określił styl R&TH, ale kilka wałków bardziej kojarzy się z Kryzysem, którego koncert w Sopocie w 1980 roku zainspirował maestro Andrzeja do założenia swojej kapeli. Poczytacie zresztą o tym w krótkim wspomnieniu Ramzesa dołączonym do płyty (za krótkim!).
Wydanie to zgrabny digipack z dołączonym plakacikiem z motywem z okładki. Nie jestem fanem grafik stworzonych przy pomocy sztucznej inteligencji, ale finalny efekt jest zgrabny. Osobiście postawiłbym bardziej na zdjęcia koncertowe zawarte w poligrafii. Wyglądają naprawdę jakościowo, a sama stylówa chłopaków kojarzy się z Ramonesami – czego chcieć więcej?

Na koniec ważna informacja, którą muszę tu zawrzeć z kronikarskiego obowiązku. W Haosie na wokalu udzielał się Ryszard „Filosof” Nowak, a sam Ramzes grał na gitarze. Skład uzupełniał Marek Magot na perkusji, a basisty nie było.
Jak to brzmiało? Musicie sprawdzić sami. Limit kompaktowy wyniósł 300 sztuk i, jak deklaruje Bosy z Olifanta, to pierwszy i ostatni rzut. Później będzie jeszcze winyl, ale to melodia przyszłości. Płyta do kupienia w sklepie gdańskiej stajni: