Echo Dna z Kielc to punk rock, jaki znamy z dokonań nieodżałowanego Werwolfa 77 czy The Coiots – szybki, prosty, z przymrużeniem oka, a miejscami wręcz infantylny. Ale czy komuś to przeszkadza? Oczywiście, że nie!
Brzmienie kielczan to z jednej strony tradycja przebojowego grania w stylu Ramones (mamy tu nawet cover „Love Kills”), a z drugiej klimat brytyjskiego punk rocka spod znaku dwóch siódemek. Od strony tekstowej mamy z kolei mieszankę scenowej tematyki i kabaretu. Raz wychodzi to lepiej, a raz gorzej.
„Alarm” jest dla mnie przykładem błyskotliwego i zabawnego storytellingu, w którym protagonista korzysta z wolnego czasu ładując piwa i pizzę przed telewizorem, gdy nagle za oknem rozpoczyna się armageddon… Słuchając tego utworu po raz pierwszy śmiałem się jak przy dobrej komedii. A sama puenta bardzo celna, bo przecież komu chciałoby się ratować świat mając pod ręką browar i pizzałkę?

Mocnym punktem jest również utwór „Hieny”, w którym zespół rozprawia się z januszami biznesu zakupującymi hurtowo płyty w preorderze i sprzedającymi je z dużym zyskiem. Ciekawie wypada również tekst „Zejdź do podziemia”, a słowa „Speluny naszym domem, ulice to nasz świat” wywołują specyficzne rozrzewnienie.
Dla kontrastu skrytykuję jednak „Psycho, anarchia, oi!” – czy starym chłopom wypada rozliczać dzieciaki za pozerstwo? W pełni rozumiem takie rozkminy wśród rówieśników, ale zgredy mogłyby dać sobie spokój, bo trochę zaleciało wioską.
Poligrafia płyty to taki trochę klimat „grafik płakał, jak projektował”, ale… ma to swój urok. W końcu jest to „zabawa z punk rockiem”, dlatego nie będę się specjalnie czepiał, chociaż to grupowe zdjęcie z poobcinanymi palcami u stóp rozwala na łopatki.
Reasumując: bardzo fajna płyta, która przeniosła mnie do pierwszej dekady XXI wieku. Wówczas w głośnikach rządziły takie rodzime składy, jak wspomniani Werwolf 77 i The Coiots!, ale również Bilety Do Kontroli, The Damrockers czy Dumbs. Echo Dna podąża drogą tych kapel i wypełnia pustkę na scenie, którą po sobie pozostawiły.
