Cykcykl zdjęciowy, czyli muzyczne podróże: CZĘŚĆ 2 AFI WARSZAWA

AFI WARSZAWA

W drugiej odsłonie wspominkowego cyklu zdjęciowego przenosimy się do 21 kwietnia 2010 roku i jedynego jak dotąd koncert A Fire Inside w Polsce. 

Na tamten czas, AFI wciąż pozostawało moim absolutnym, muzycznym numerem 1. Wieść o ich występie w Polsce dosłownie zelektryzowała. Szybko więc nabyliśmy z ekipą bilety i zaplanowaliśmy wypad do stolicy, by podziwiać swoich idolów na żywo. Był to czas po wydaniu płyty “Crash Love”, czyli ostatniego przyswajalnego dla mnie dokonania Kalifornijczyków. Moje ówczesne uwielbienie dla AFI jest tak naprawdę tematem na osobny artykuł, dlatego tutaj skupię się wyłącznie na samym koncercie w Stodole.

Do Warszawy dotarliśmy w miarę wcześnie, więc mieliśmy sporo czasu, by zaaklimatyzować się i urządzić mały “bifor” na parkowych ławkach w okolicach klubu:

Wracając z zakupów, zauważyłem na ulicy perkusistę grupy, Adama Carsona, który też był chyba po coś w sklepie. Podbiegłem do niego z bratem kumpla i poprosiłem, by zagrali krótką piosenkę o bardzo długim tytule – “Hearts Frozen Solid, Thawed Once More by the Spring of Rage, Despair and Hopelessness”. Utwór ten ukazał się jedynie na składance Fat Wreck Chords “Short Music for Short People”, która zawierała blisko trzydziestosekundowe petardy legend amerykańskiego, melodyjnego punk rocka. Wśród fanów AFI, piosenka ta była wręcz koncertowym “białym krukiem”. Udało mi się jednak tak zagadać Adama, że zespół faktycznie wypalił z tym hitem na koncercie w Warszawie, a ja zwariowałem! 

Z tego miejsca warto wspomnieć, że zespół był już wówczas dość daleko od swoich hardcore-punkowych korzeni – brzmienie było złagodzone, a wygląd frontmana wręcz zniewieściały. Większość publiki stanowiły zakochane w wokaliście nastolatki, a kumaci załoganci byli zdecydowaną mniejszością. Mimo to AFI zdecydowało się zrobić ukłon w stronę starych fanów. Tutaj pamiątkowa fota ze spotkania z Carsonem przed występem:

Zespół, pomimo przewagi piosenek z najnowszego albumu, zagrał więcej utworów z początków działalności. Tutaj urywek z “Perfect Fit”:

Generalnie, z klubu wyszliśmy spoceni od pogo i mega zadowoleni. Koncert w pełni się udał. Do pierwszego pociągu w kierunku Poznania mieliśmy jednak około sześciu godzin. Znajomy z Warszawy skierował więc nas do speluny w jakimś przejściu podziemnym. Takiego skupiska galerii osobliwości i ciem barowych w jednym miejscu dotąd nie widziałem. W dodatku zmęczenie całym dniem podróży i koncertowymi szaleństwami dawało się mocno we znaki:

Nad ranem, w końcu nadszedł czas na desant. Tu pamiątkowa fota pod Pałacem Kultury:

I na sam koniec zdjęcie setlisty, które znalazłem później na forum fanów AFI. Jedyną dopisaną piosenką jest co prawda “Cold Hands”, ale pozwólcie mi do dziś wierzyć, że “Hearts Frozen…” było wynikiem mojej przedkoncertowej prośby… A może po prostu zespół czuł już wcześniej, że na koncert przyjedzie skurwiel zakochany w smaczkach dalekich od ówczesnego stylu grupy…

Kolejna odsłona cyklu już niebawem!

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*