Cock Sparrer Warszawa RELACJA 18.07.2026

Cock Sparrer Warszawa

Miało być święto streetpunka i było święto streetpunka. I to jakie! Nie zauważyłem niezadowolonych osób wychodzących w sobotę z Progresji. A jeśli takowe się znalazły, to widocznie pomyliły imprezy. 

Nie ma co ukrywać, że w miniony weekend Warszawa żyła przede wszystkim koncertami System Of a Down. Ale kto normalny przejmowałby się przebrzmiałymi gwiazdami nu metalu, gdy do Polski zawitała żywa historia ulicznego grania, czyli piątka gentlemanów z Cock Sparrer?

Z Poznania wyruszyłem z bezpiecznym zapasem czasowym. Pociąg zawalony fanami SOAD. Po cichu liczyłem, że może w przedziale spotkam jakichś załogantów z naszego klimatu, ale los przyniósł pięcioro podróżników z – jak to się teraz elegancko określa – „wschodnim akcentem”. Przed „szeleszczącymi” dysputami uchroniły mnie słuchawki, ale smród grupowo pochłanianych kanapek z McDonalds’a musiałem już niestety jakoś przeboleć.

Pociąg z drobnym opóźnieniem zameldował się w Warszawie. Stwierdziłem, że skoro jestem w dawno nieodwiedzanej stolicy, to zjem lokalny przysmak. Niestety pad thai nie dowiózł, ba, nawet nie wyjechał z pola startowego. Byłem przekonany, że ciężko Azjacie spierdolić azjatyckie danie, ale Chińczyk na Estrady 2 pokazał, że można. Tyle z turystyczno-podróżniczych ciekawostek.

To co z tym świętem???

Założyłem sobie ambitnie, że wpadnę pod Progresję pół godziny przed występami, wypiję coś dla kurażu, zobaczę Bulbulators, Lazy Class i oczywiście gwiazdę wieczoru. Sącząc drinka w lipcowym słońcu, spotkałem jednak wesołą młodzież z Olsztyna. Chłopaki wyciągnęli mnie na piwo, więc oba supporty  odpuściłem kosztem zacieśniania sztamy gorzowsko-olsztyńskiej.

Przyznam, że był to doskonały manewr, bo czas minął tyleż szybko i wyskokowo, co sympatycznie i wbiliśmy do Progresji tuż przed wyjściem Anglików na scenę. W klubie niestety niezmiennie skurwysyńska duchota i w dodatku ciepłe piwo. Na plus zdecydowanie to, że w okolicach sceny nie było ścisku, choć frekwencja dopisała.

Radio Cykcyk i wesoła młodzież z Olsztyna
Radio Cykcyk i wesoła młodzież z Olsztyna

A sam występ Cock Sparrer? Petarda i magia! Większość składu przekroczyła 70. rok życia, a ich kondycja (fizyczna i sceniczna) budzi podziw i respekt. Naszła mnie taka refleksja, że pod względem wokalnym i muzycznym ci goście mają jeszcze mnóstwo zapasu i niewykorzystanego potencjału. Mogliby śmiało uderzyć w bardziej dochodowe i komercyjne brzmienia, ale przez niemal 55 lat pozostali wierni swojemu stylowi. Wierni, autentyczni i najlepsi w swoim fachu! Prawdziwi królowie streetpunka – załoganci i wierni kibole.

Przypuszczałem przed koncertem, że może to być ostatnia wizyta zespołu w Polsce, ale widząc jego formę, jestem przekonany, że panowie jeszcze wrócą do naszej pięknej Ojczyzny.

Zresztą chyba im się tutaj podobało, bo w porównaniu do majowego koncertu w czeskiej Ostravie, grupa zagrała o dwa utwory więcej (w tym ikoniczne „Argy Bargy” i „I Got Your Number”). Piękny ukłon w stronę żywiołowej, polskiej publiki!

Sobotni występ na mojej liście jak na razie jawi się jako punkowe wydarzenie roku. Ciężko będzie przebić takiego killera. Pozostaje mi tylko napisać: niech żyje Cock Sparrer! Pozdrowienia dla obecnych.