CF98 – 98 % żywiołu (wywiad z 2010 roku)

CF98 - 98 % żywiołu
fot. facebook.com/cf98music/

Gród Kraka poszczycić się może obecnie najsprawniej i najciekawiej grającą formacją spod znaku melodyjnego punka, czy jak kto woli punka kalifornijskiego. Grupa po latach postanowiła śpiewać w ojczystym języku, a efektem tego jest album “Nic Do Stracenia”, wydany w bieżącym roku. O nowym longplayu, jak i niuansach z życia CF98, opowiadał basista Krzysiek.

Większość kapel dopiero po kilku wydawnictwach decyduje się na album obcojęzyczny. Wy zaczęliście od angielszczyzny, a na trzecim krążku śpiewacie po polsku, dając ukłon w stronę Waszej publiczności… Nie zależy Wam na podbijaniu zagranicy? Wolicie skupić się na rodzimym podwórku?

– Postanowiliśmy sprawdzić się na tym polu. Kolejna płyta też będzie po polsku. Z angielskimi tekstami nie trafialiśmy do wszystkich. Teraz jest prościej. Dostajemy dużo maili z pytaniami o interpretację kawałków. Wiele osób pisze również swoje. Z językiem angielskim nie było takiego odzewu.

Wspomniałeś o mailach otrzymywanych od fanów. O czym najczęściej piszą do Was ludzie? Są to krótkie wiadomości pochwalne czy może słuchacze starają się nawiązać z Wami głębszy kontakt? Proponują spotkania w tzw. “realu”? Czy taką drogą zdobyliście nowych znajomych?

– Najczęściej są to miłe słowa odnośnie naszych wydawnictw, podziękowania za dobry koncert, etc. Ogólnie chyba niczym się nie wyróżniamy w tym temacie od innych kapel. Z wieloma osobami do dziś mamy kontakt mailowy, więc jest naprawdę miło.

CF98 - Nic do straceniaUrzekła mnie graficzna oprawa ostatniego wydawnictwa CF98. Jak doszło do współpracy ze szwedzkim rysownikiem? Zerknąłem na jego stronkę i nie jesteście jedyną grupą, której upiększył płytę…

– Kontakt z Marcussem złapałem przez jakiś portal. Szukałem rysownika, którego prace są dość oryginalne w naszym mniemaniu. Od słowa przeszliśmy do czynów. Pracowało nam się z nim bardzo dobrze. Co prawda ja nie nauczyłem się szwedzkiego, a i on nie łyknął nic z polskiego, ale wróżę nam jeszcze jakąś współpracę.

Poprzednie albumy wydaliście w Pasażerze, „Nic do stracenia” już nie. Dlaczego zmieniliście wydawcę i jak układa się współpraca z nową stajnią?

– Szukaliśmy chyba zmiany otoczenia i chęci spróbowania się z innym wydawcą. Na dzień dzisiejszy jesteśmy zadowoleni z tego co i jak oferuje nam Antena.

Przez pewien czas płyta była do odsłuchania na Waszym Myspace. Skąd wziął się ten pomysł?

– Chcieliśmy, aby trochę więcej osób miało okazję poznać nasze (jeszcze wtedy) nie wydane utwory. Odbiło się to dużą dzienną słuchalnością i bardziej rozpoznawaną nazwą. Swój udział w tym przedsięwzięciu miała właśnie wytwórnia i polski oddział Myspace.

Jak wyglądał udział wytwórni i polskiego oddziału Myspace w tej akcji? Potrzebowaliście zgody Anteny Krzyku?

– To była wspólna inicjatywa wydawcy, Myspace i nasza. Potrzebowaliśmy jedynie trochę pomocy ze zrobieniem sobie w miarę nieobciachowych bannerów. Resztą zajęła się Magda z Anteny. Szczegółów niestety nie podam, bo ich po prostu nie znam.

Jestem ciekaw jak pokrótce scharakteryzujesz każdy z Waszych oficjalnych albumów. Podobno „Nic do stracenia” uważacie za swoje najwybitniejsze dokonanie?

– Zdaje nam się, że z każdą nową płytą słychać jakiś progres w naszej muzyce, aranżacjach i tekstach. Jest to tylko nasza ocena. Cały czas chcemy iść do przodu i rozwijać się muzycznie. Począwszy od dema do ostatniego wydawnictwa.

Longplaye na razie wydajecie równo co dwa lata. W związku z tym należy spodziewać się kolejnej płyty CF98 w 2012 roku. A może nie myślicie jeszcze o nowym krążku i skupiacie się na promocji „Nic do stracenia”?

– Myślimy o nowej płycie od momentu, gdy skończyliśmy materiał na „Nic Do Stracenia”. Jednakże duża ilość koncertów, praca i inne elementy życia nie pozwalają w pełni na poświęcenie się muzyce. Planujemy siąść nad materiałem z końcem tego roku, najpóźniej po Nowym Roku. Ale życie nas zweryfikuje samo. Trzymajcie kciuki!

CF98 wywiad
fot. facebook.com/cf98music/

Napomknąłeś o pracy, więc pociągnę temat związany z Waszym życiem osobistym. Czym zajmujecie się poza graniem w CF98? W jaki sposób zarabiacie pieniądze, jakie szkoły skończyliście (bądź macie zamiar skończyć), czym się interesujecie?

– Dwójka z nas ma skończone pierwsze stopnie w szkołach muzycznych, no i mamy absolwentkę AWF-u w zespole. Reszta skupia się na graniu i póki co nie wybieramy się na żadne studia. Zespół, praca i reszta przyziemnych spraw. W tej kolejności. Co do samego zarobkowania, to jak to zwykle bywa, każdy pracuje tam, gdzie nie chce, ale musi. Takie życie.

Uwielbiacie grać koncerty. Supportowaliście między innymi Good Riddance, Rise Against czy Ignite. Najczęściej występujecie obok innych przedstawicieli polskiej sceny melodic/punk/hc. Jak więc doszło do Waszego uczestnictwa w imprezie Rock In Arena, gdzie zagraliście obok takich hipisowskich spierdolin, jak Happysad, Coma czy Hey? Gracie tam, gdzie nadarzy się okazja do zaprezentowania czy raczej staracie się występować dla osób, którym nieobcy jest Wasz styl?

– Ja nie oceniam kto czego słucha. Ktoś przyszedł na Comę, a ktoś przyszedł na nas. Dużo ludzi ze sceny hc/punk nas już zna. Fani Happysadu nie. A nuż uda się im pokazać, że w tym kraju dzieję się coś więcej poza mainstreamem. Takie festiwale to dla nas żywioł, tak samo jak koncerty klubowe. Tu i tu zbieramy spore doświadczenie.

Karolina jest jedyną przedstawicielką płci pięknej w grupie. Czy w związku z tym spotykają ją jakieś przywileje ze strony kolegów z zespołu lub organizatorów koncertów, właścicieli lokali, etc.?

– Z naszej raczej nie. Dzielimy się pokojami w hotelach i mamy ten sam prysznic. Równouprawnienie. A tak na serio, to bywa różnie. Nie robi z siebie księżniczki, aczkolwiek my jej też nie traktujemy jak chłopa w zespole.

Czy polski melodic punk Twoim zdaniem charakteryzuje się czymś szczególnym, czy można wskazać jakieś znamienne cechy rodzimej odsłony tej muzyki? Czy jest to może bardziej opieranie się na zagranicznych wzorcach i nic poza tym?

– Tu sam nie wiem. Każdy ma jakieś swoje wzorce, które w jakiś sposób powiela mimo wszystko. Dużo kapel powstaje z fascynacji jakimiś zespołami. Nie chcę nikomu ubliżać, ale obawiam się, że póki co nie ma u nas nikogo, kto byłby rozpoznawalny chociażby np. jak Descendents, NOFX czy Fugazi.

Wydaje się, że etos Kalifornii jest wszechobecny w Waszym życiu i twórczości, począwszy od nazwy, poprzez prezentowany styl, skończywszy na osobistych upodobaniach muzycznych. Byliście kiedyś w tej części świata? Jeśli nie, to planujecie w przyszłości podróż do mekki skateboardingu i melodyjnego punk rocka?

– Ostatnio robiłem koncert kapeli z Chino z Kalifornii właśnie. Są plany na wyjazd w przyszłe wakacje. Wszystko zależy od wizy.

Zamierzacie pojechać tam jako zespół i zaprezentować się przed amerykańską publicznością czy będzie to raczej podróż turystyczno-zarobkowa?

– Zdecydowanie turystyka. Szkoda jechać na drugi koniec globu, żeby pracować. Mamy to na co dzień u siebie. Granie tam to dobry pomysł. Muszę do nich zagadać czy reflektują na takie rzeczy.

Pytanie refleksyjne na koniec… Własny zespół, fani, trasy koncertowe. Co w tym pięknego?

– W dużym skrócie trasa, czytaj: droga. Dla nas to jedna wielka przygoda. Wszystko, co wiąże się z samym koncertem, począwszy na dogrywaniu spraw organizacyjnych, poprzez wynoszenie ciężkich paczek po schodach z salki, dostarcza nam dużo satysfakcji. Wybraliśmy taki sposób na życie i w stu procentach nam to pasuje. A może powinienem napisać, że w 98. Dzięki śliczne za wywiad. Pozdrawiamy wszystkich czytelników i zapraszamy na koncerty!

/2010 rok/

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.


*