Australijki z Camp Cope to dla mnie prawdziwe uosobienie „girl power” w muzyce. Wydające się w Poison City Records i Run for Cover Records, na stałe wpisały się jako element nowoczesnego indie rocka/90’s emo revival.
Jestem przekonany, że przy większej dozie szczęścia, formacja ta mogłaby namieszać przynajmniej tak mocno, jak Alanis Morissette w połowie lat dziewięćdziesiątych. Historia zespołu potoczyła się jednak inaczej i nie zdołał on przebić się ze sceny niezależnej do mainstreamu, a potencjał zdecydowanie ku temu był (wystarczy posłuchać mocarnego utworu „Done”).
Zespół istniał zaledwie osiem lat, wydając trzy płyty długogrające. Słucham ich cały czas, ale gdzieś umknęła mi informacja, że w 2023 roku dziewczyny zakończyły wspólną działalność.
Na szczęście nie umknęło mi info o ich pożegnalnym i jednocześnie pośmiertnym wydawnictwie, które ukazało się 17 października. To zapis ostatniego koncertu, który miał miejsce niemal dwa lata wcześniej, 13 października 2023 roku w Sydney Opera House.
Moją kolekcję zasila winyl wydany w pięknym kolorze coke bottle clear, limitowany do 100 sztuk dla klientów brytyjskiego sklepu Specialist Subject Records.
