Święto legend – myślę, że te dwa słowa perfekcyjnie podsumowują śnieżny, styczniowy wieczór 2026 roku, gdy gdańska Oliwa i miejscowy muzyczny pub Paszcza Lwa stały się jednodniową stolicą polskiego, chuligańskiego punk rocka.
Marek „Urko” Jurczenko to postać, której miłośnikom street punka przedstawiać nie trzeba (a jeśli mimo wszystko ktoś jakimś cudem go nie kojarzy, polecam obejrzeć mój wywiad z Urkiem na YouTube). Jego okrągłe urodziny świętowane są koncertami, na których można zobaczyć i usłyszeć czołówkę rodzimej sceny. Dla przykładu w 2016 roku w Czerwionce-Leszczynach zagrali Royal Kids Of The 1977, Po Prostu, Bulbulators i Ramzes. Po dekadzie przyszedł czas na Gdańsk i nieco inny skład zespołów.
Pirates Of Rock’n’Roll – rozgrzewka w stylu szanty
Koncert rozpoczął się punktualnie, co jest podobno gdańskim zwyczajem. Na rozgrzewkę zagrali Pirates Of Rock’n’Roll. Rola grupy, która musi rozruszać publikę, zawsze jest dość niewdzięczna, ale chłopaki poradzili sobie z nią świetnie.
Piraci prezentują szanty grane na rockową modłę, co brzmi naprawdę ciekawie. Bardzo lubię ten gatunek, a w ostatnich latach miałem okazję mocno osłuchać się z klasykami granymi akustycznie przez pewnego barda w pubie Captain Morgan na Helu. Materiał kapeli Cinka przypadł mi więc mocno do gustu.
Chłopaki zakończyli swój set już bardziej tradycyjnie, biorąc pod uwagę okoliczności koncertu, a mianowicie coverem Cock Sparrera „Take 'Em All”. Będę śledził dalsze losy zespołu, a za autorską kompozycję „Bitwa Pod Oliwą” uszanowanie.
Po Prostu – teatr punkowego barona
Choć tego dnia pizgało niemiłosiernie, teren przed klubem cieszył się dużą frekwencją między występami. Można było zapalić papierosa, pogadać z kumplami niewidzianymi od wielu, wielu lat lub poznać nowe mordy. Tak się zagadałem po pierwszym występie, że spóźniłem się na występ Po Prostu.
Chodzą słuchy w Trójmieście, że Szczepan w poprzednim wcieleniu był magnatem lub baronem. Wszystko ze względu na jego bujne i zadbane pekaesy. Trzeba przyznać, że chłop o stylówie to mógłby wykładać na uniwersytetach.
Grupa zaprezentowała przekrój swoich największych szlagierów (między innymi „Napierdalam Dyskomana”, „Ta Pani z Sokiem”, „Dynksiara”, „Nowoczesne Kobiety”, Widok Jego Ryja Zabija”, „Prosta Gra”), a klimat absurdu, który nieodłącznie towarzyszy muzyce Po Prostu, został również fajnie oddany na żywo. Obłąkane spojrzenie Szczepana i kapitalny wokal były jednymi z najjaśniejszych punktów tego wieczoru. Niby starsi panowie, a dali do pieca aż miło.
BTM – sensacyjna niespodzianka
Kolejny występ był nie lada zaskoczeniem, by nie rzec prawdziwą sensacją. Bo oto na scenie po raz pierwszy w historii zaprezentował się pierwszy polski skin band, czyli BTM. Jako że grupa powstała w 1986 roku i nigdy nie wystąpiła na żywo, Bogdan vel Kwaśny/Cytryna stanął przed publicznością po raz pierwszy po 40 (!) latach. Wokalnie wsparł go Jerzy z Rezystencji, który brał udział w nagrywaniu albumu BTM „1996” trzydzieści lat temu.
Nie ma co ukrywać, że występ wywołał największe poruszenie wśród publiki, szczególnie tej najkrócej ostrzyżonej. Było nawet srogie pogo. Wokaliści wsparci Cinkiem na gitarze, Dudkiem na basie i Michałem na perkusji zaprezentowali trzy utwory – „Skinhead”, „Słowiańska Siła” i „Na pohybel komunistom”. Podobno w planie było jeszcze „10 Lat”, ale panowie tak się podjarali, że zapomnieli o tym numerze.
W ramach ciekawostki mogę jeszcze dodać, że Kwaśny pojawił się na koncercie około 1,5 godziny po jego rozpoczęciu ze względu na opóźniony pociąg. Niespodzianka dla publiczności była więc tym większa, bo o występie BTM wiedzieli naprawdę nieliczni.
Ramzes & The Hooligans – gitary do oporu, spełniamy marzenia!!!
Na sam wielki koniec przyszedł czas na Maestro Andrzeja, czyli Ramzesa i jego muzycznych chuliganów. Ponownie na scenę weszli Cinek, Dudek i Michał – ja pierdolę, chłopy tego wieczoru musieli spalić ilość kalorii porównywalną do wydatku energetycznego maratończyka. Szacun, bo czysto muzycznie też świetnie udźwignęli temat! Ramzes wokalnie klasa i super kontakt z publiką. Widać było, że mimo 62. lat na karku, król wciąż czerpie radość z występów. Jeśli chodzi o repertuar, to mieliśmy przekrój hitów z całej dyskografii R&TH.
Klub, w którym odbył się koncert, czyli Paszcza Lwa, jest na tyle mały, że praktycznie z każdego miejsca dobrze widać scenę. Jest tam też dobre nagłośnienie, dzięki czemu koncert można było chłonąć niemal wszystkimi zmysłami.

Do tej pory Ramzesa na scenie widziałem tylko raz – w 2009 roku na Warheadzie jako Ramzes & The Bulbulators. Koncert był oczywiście zajebisty, ale raczej krótki. W Gdańsku mogliśmy w pełni nacieszyć się sceniczną obecnością mistrza – dla mnie było to spełnienie marzenia, dlatego z tego miejsca jeszcze raz dziękuję za zaproszenie na ten zacny i pieczołowicie przygotowany gig!
Było naprawdę godnie, sentymentalnie („…I nie wiadomo jak to się stało, ale z trzydziestoletnich, niektórzy zrobili się sześćdziesięcioletni”) i wyśmienicie pod względem muzycznym. Punk rock jest biały!
The Urkers – Legenda Wiecznie Żywa
Relację rozpocząłem od określenia wieczoru 10 stycznia 2026 roku mianem „święta legend”. Nie sposób więc nie wspomnieć o wydawnictwie, które powstało z okazji 60. urodzin Marka. A chodzi o zachowane nagrania jego kapeli The Urkers, które zarejestrowano w Rydułtowach w 1996 roku.
Skład – a jakże – iście legendarny, gdzie dwóch członków już niestety nie żyje – Tik-Tak (bas), Ramzes (gitara), Sensitive Rat/Szpajza (gary) i Urko (wokal). Każdy uczestnik koncertu otrzymał swój egzemplarz siedmiocalówki, która została wydana w nakładzie 130 unikalnych sztuk.

Osoby, które nie miały okazji pojawić się na występie (ze względów frekwencyjnych koncert był na zaproszenie), mogą zakupić płytę w sklepie Olifanta: